*
Tak, w zeszłym roku miałem poważny wypadek samochodowy. Inny pojazd zepchnął mnie z drogi, a mój samochód z ogromną prędkością stoczył się ze zbocza przez gęste zarośla. Do dziś zadziwia mnie, że nie uderzyłem w żadne drzewo i że wyszedłem z tego bez choćby jednego zadrapania. Nie był to jednak jedyny raz, kiedy moje życie wisiało na włosku. Przez lata znalazłem się w kilku bardzo niebezpiecznych sytuacjach, w których z łatwością mogłem zginąć albo zostać ciężko ranny — między innymi w innych wypadkach samochodowych oraz bardzo blisko miejsc, gdzie dochodziło do strzelanin. Patrząc dziś wstecz na te wydarzenia, wiem, że moje ocalenie nie było dziełem przypadku. Bóg jest suwerenny i głęboko wierzę, że pozostanę na tej ziemi dokładnie do chwili, którą On wyznaczy jako koniec mojego życia. Dlatego żyję w pokoju, jeśli chodzi o mój wieczny los. Ta pewność ma swoje źródło w przełomowym momencie z 1996 roku, kiedy oddałem swoje życie Jezusowi i przyjąłem tę prawdę, że Jego śmierć na krzyżu zapłaciła karę za moje grzechy, zapewniając mi wieczne miejsce przy Nim.
Powiedziałeś kiedyś: „Wielu ludzi uważa, że myślenie o tym, jak krótkie jest nasze życie, jest czymś ponurym, ale ja uważam, że jest to zdrowe”. Czy często myślisz i rozmawiasz o śmierci?
Szczerze mówiąc, teraz myślę o niej każdego dnia. Urodziłem się w 1966 roku, więc mam obecnie 60 lat. Kiedy myślę o wielkich muzykach, których studiowałem przez wiele lat, uświadamiam sobie, że przeżyłem już wielu z nich — takich jak John Coltrane, Gene Ammons, Sonny Stitt, Hank Mobley i wielu innych. Gdy skończę 65 lat, prawdopodobnie będę starszy od większości z nich w chwili ich śmierci. Oczywiście wielu z tych muzyków zmarło w szczególnych okolicznościach, które miały wpływ na długość ich życia. Mimo to skłania mnie to do refleksji.
Przypomina mi, że nie mam nieskończenie wiele czasu na zrealizowanie muzycznych, duchowych i osobistych celów jakie mam w życiu. Uświadamia mi również, że powinienem bardziej świadomie troszczyć się o moich bliskich, że nie warto pozostawiać nierozwiązanych konfliktów. To stanowi dla mnie wyzwanie, by być mentorem dla młodszych ludzi. A także przypomina, by trochę poważniej zadbać o własne zdrowie.
Opowiedz trochę o swoim nawróceniu i nowym narodzeniu.
Wiele osób potrafi wskazać jeden konkretny moment, który całkowicie odmienił ich życie i doprowadził do przyjęcia Pana. Moje świadectwo jest znacznie bardziej złożone, ale postaram się przedstawić je możliwie najprościej na potrzeby tego wywiadu. Zawsze wierzyłem w Boga i w pewnym sensie zawsze wierzyłem w Jezusa, choć moje rozumienie tego, kim On jest, oraz samej idei zbawienia było błędne. Wychowałem się w Kościele katolickim i przez wiele lat byłem ministrantem. Mój ojciec dbał o to, abyśmy co tydzień chodzili do kościoła, a mama bardzo często rozmawiała ze mną i z moim rodzeństwem o sprawach wiary. Jednak wiele rzeczy stopniowo oddaliło mnie od duchowej strony mojego wychowania. Głęboko zraniły mnie doświadczenia związane z rasizmem, które były codziennością dla czarnoskórych Amerykanów w latach 70. i 80. Od Boga odciągał mnie również grzech obecny w amerykańskiej kulturze popularnej oraz wiele innych czynników. Nosiłem w sobie wiele bólu, z którym nie potrafiłem sobie poradzić. Próbowałem uciec od niego poprzez osiągnięcia i sukcesy. Na studiach oddaliłem się od Kościoła i przez kilka lat prowadziłem dość szalone życie. Doprowadziło to do chaosu, życiowej dysfunkcji i depresji, które towarzyszyły mi przez długi czas. Ale właśnie tego chaosu Pan użył, aby przyprowadzić mnie do siebie.
Ktoś podarował mi Biblię i po raz pierwszy w życiu zacząłem ją naprawdę czytać. Byłem zdumiony, jak niewiele wiedziałem o Piśmie Świętym i o Bogu, mimo że przez całe życie uważałem się za chrześcijanina. W tym okresie zacząłem studiować wiele książek, próbując znaleźć wspólny mianownik wszystkich religii. Choć uważałem Jezusa za najważniejszą postać duchową, przez kilka lat wahałem się przed całkowitym oddaniem Mu swojego życia.
Po naszym ślubie w 1996 roku moja żona i ja postanowiliśmy wspólnie szukać Boga, ponieważ wiedzieliśmy, że to On nas ze sobą połączył. Zaczęliśmy odwiedzać kościoły różnych wyznań, poszukując prawdy. Spotykałem się również z pastorem w Nowym Jorku, który pomagał mi lepiej zrozumieć zarówno to, co czytałem, jak i samo Pismo Święte. Ostatecznie ten pastor poprowadził mnie w modlitwie do oddania życia Chrystusowi i od tamtej chwili idę za Jezusem.
Niedługo później także moja żona oddała swoje życie Chrystusowi. Od tamtego czasu przeżywamy wspaniałą drogę, doświadczając przemieniającej mocy Boga — zarówno w naszym osobistym życiu, jak i w naszym małżeństwie. Minęło już trzydzieści lat mojego chodzenia z Panem i jest to niezwykła podróż.
Oboje naszych dzieci lubi jazz, obok muzyki, której słuchają na co dzień. Chociaż na razie żadne z nich nie jest w pełni aktywnym zawodowym muzykiem, oboje są świetnymi wokalistami i grają także na innych instrumentach. Jestem bardzo wdzięczny Bogu za to, że oboje podążają za Jezusem w tej skomplikowanej epoce w historii.
Rozmawialiśmy trochę o Coltranie. Nie pytam o to, gdzie znalazł się po śmierci — nie do nas należy wyrokowanie. Czy zauważyłeś, że nigdy nie dziękuje za zbawienie i nigdy nie wymienia imienia Jezusa. Dziękował Bogu za uwolnienie z nałogów, oddawał chwałę Bogu muzyką i w swoich psalmach, ale w tym wszystkim jego duchowość zdawała się być synkretyczna. Marzył o jednej wspólnej religii; powiedział kiedyś: „Myślę, że to, co wspólne, ostatecznie zjednoczy ludzi. Gdyby tylko było to możliwe — gdyby ktoś mógł raz na zawsze powiedzieć: »Zjednoczmy się«”. Co sądzisz o tej idei?
Jedność między ludźmi jest piękną ideą i sam bardzo za nią tęsknię — szczególnie w świetle podziałów rasowych w Ameryce. Jestem jednak przekonany, że próba osiągnięcia takiej jedności poprzez połączenie wszystkich religii świata jest ostatecznie niemożliwa. Jak wspomniałem wcześniej, przez wiele lat studiowałem różne religie, próbując znaleźć to, co je łączy. Odwiedziłem nawet świątynię hinduistyczną (Bhatia Temple), poszukując takiej jedności. W końcu porzuciłem ten pomysł, ponieważ stało się dla mnie jasne, że religii świata nie da się połączyć. Są one z natury wzajemnie wykluczające się i przeczą sobie w najważniejszych kwestiach wiary. Co najważniejsze, żadna religia poza chrześcijaństwem nie rozwiązuje problemu powszechnego grzechu człowieka i pojednania z doskonale świętym Bogiem. Można łatwo unikać myślenia o tej duchowej rzeczywistości, ale jest ona nieuniknioną prawdą, z którą każdy człowiek prędzej czy później będzie musiał się zmierzyć — czasem znacznie wcześniej, niż się spodziewa. W Ewangelii Jana 14,6 Jezus powiedział: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”. Dlaczego Jezus mógł powiedzieć coś takiego? Tylko On mógł wysunąć takie twierdzenie, ponieważ złożył samego siebie jako jedyną doskonałą ofiarę, płacąc na krzyżu karę za grzechy ludzkości. Dzięki Jego śmierci ludzie zostają usprawiedliwieni przed Bogiem i otrzymują dar życia wiecznego. Jest to droga do prawdziwego pojednania z Bogiem — droga, której nie można znaleźć w żadnym innym systemie wierzeń.
Często zdarza się, że otwarte wyznawanie Chrystusa prowadzi do utraty części fanów, a w konsekwencji także dochodów. Pojawia się więc pytanie: co jest ważniejsze — muzyka czy misja? Powiedziałeś kiedyś, że zawodowy sukces jest mniej ważny niż wierność Bogu. Czy mógłbyś to rozwinąć?
Utrzymanie się wyłącznie z grania jazzu jest dla większości muzyków bardzo trudne. Dlatego to, jak publiczność przyjmuje i docenia naszą muzykę, ma bezpośredni wpływ na możliwość wykonywania naszego zawodu. Jednak bycie wiernym Bożym przykazaniom jest o wiele ważniejsze. Każdy, kto decyduje się być chrześcijaninem w świecie sztuki, musi poruszać się w tej rzeczywistości z mądrością i pod kierownictwem Ducha Świętego. Często przypominam sobie słowa Jezusa z Ewangelii Marka 10,29–30: „Zaprawdę powiadam wam: nie ma nikogo, kto by opuścił dom albo braci, albo siostry, albo matkę, albo ojca, albo dzieci, albo pola z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej już teraz, w tym czasie — domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, pośród prześladowań — a w przyszłym wieku życia wiecznego”. Nigdy nie zdarzyło się, abym coś stracił dlatego, że poszedłem drogą, którą rozpoznałem jako wolę Bożą, a Bóg nie wynagrodziłby mi tego w jakiś sposób. Bóg jest wierny i dostrzega wszystko, co robimy. A przede wszystkim musimy zawsze pamiętać, komu służymy, i nigdy nie zapominać o ogromnej ofierze, jaką On poniósł za nas.
Czy zauważyłeś, że dziś wielu muzyków jazzowych związanych z Blue Note otwarcie wyznaje wiarę w Chrystusa, mimo że nie noszą już garniturów jak w latach 50., a papierosowy dym kojarzony z jazzem lat 50. i 60. odszedł w przeszłość?
Tak, zauważyłem to i bardzo mnie to inspiruje. Modlę się, aby pozostali wierni swojemu powołaniu. Potrzebują naszego wsparcia w modlitwie.
Na jakich saksofonach grasz najczęściej?
Od wielu lat gram na saksofonach firmy Selmer, przede wszystkim na modelu Radio Improved, choć czasami sięgam również po model Cigar Cutter. Te instrumenty mają dziś niemal sto lat. Są dość niewygodne w grze i zazwyczaj nie stroją idealnie, ale uwielbiam ich brzmienie.
Jak wspominasz grę z perkusistami Coltrane'a – Rashiedem Alim i Elvinem Jonesem? A jak grało ci się z moim ulubionym Brianem Bladem?
Elvin Jones - każdej nocy emanowała z jego zestawu perkusyjnego ogromna ściana dźwięku i energii. Utwory, które graliśmy, same w sobie były dość proste, ale nadążenie za jego energią było niezwykle trudne. Jego puls był niesamowicie mocny. Grał z ogromną kreatywnością i surowymi emocjami. To było jedno z najwspanialszych muzycznych doświadczeń w moim życiu. Jestem Bogu wdzięczny za możliwość grania z Elvinem.
Rashied Ali - dopiero gdy gra się zarówno z Rashiedem, jak i z Elvinem, można naprawdę dostrzec więź między nimi.
Obaj mieli w sobie podobny, głęboki muzyczny rdzeń — coś, czego nie odczułem u żadnego innego muzyka, z którym grałem. Być może wynikało to z ich wspólnego doświadczenia grania z Trane'em, a może była to cecha, która już wcześniej ich łączyła i właśnie dlatego Coltrane ich wybrał. Trudno powiedzieć. Miałem okazję spędzać z Rashiedem znacznie więcej czasu niż z Elvinem, dlatego usłyszałem od niego wiele historii. Połączyła nas serdeczna przyjaźń i bardzo mi go dziś brakuje.
Brian Blade - znam Briana od czasu, gdy miał osiemnaście lat, i już wtedy było widać, że jest kimś wyjątkowym. Od dawna nie mieliśmy okazji razem grać, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się wspólnie coś zrobić. To wspaniały człowiek i znakomity muzyk.
Przez pewien czas grałeś w Times Square Church, założonym przez Davida Wilkersona. Jakie były wasze relacje? Jaki wpływ wywarł na ciebie? Co najbardziej w nim cenisz?
Moja żona i ja uczęszczaliśmy do Times Square Church przez dziesięć lat, a przez cztery lata tam pracowałem. Zaczęliśmy chodzić do tego kościoła krótko po tym, jak oddałem swoje życie Jezusowi. Nie mieliśmy wtedy nikogo, kto prowadziłby nas duchowo jako młodych chrześcijan, dlatego kazania Davida Wilkersona odegrały kluczową rolę w naszym chrześcijańskim rozwoju. Był człowiekiem bezkompromisowym i przywiązywał ogromną wagę do świętości — większą niż wielu pastorów, których spotkałem. Jestem bardzo wdzięczny za wpływ, jaki wywarł na moje życie w tamtym okresie. Kiedy rozpocząłem pracę w kościele, był już na emeryturze i niestety nie był tak dostępny jak wcześniej. Choć bardzo chciałbym, aby nasza relacja była bliższa, w tamtym czasie nie było to już możliwe.
Czy uważasz, że wywierasz jakiś duchowy wpływ na niewierzących muzyków, z którymi grałeś?
Nie jestem chyba najlepszą osobą, by odpowiedzieć na to pytanie. Ale z całego serca mam nadzieję, że tak. Właśnie to stanowi sedno tego, co robię.
Jaki duchowy wpływ może wywierać muzyka jazzowa na słuchaczy, skoro jest przede wszystkim instrumentalna?
Oczywiście łatwiej jest przekazać przesłanie, gdy ma się wokalistę, rapera, poetę czy kogoś podobnego. Mam nadzieję, że jeśli Pan pozwoli, kiedyś uda mi się włączyć takie elementy do mojej muzyki. Na razie jednak muszą wystarczyć same tytuły utworów. Moim celem jest zasiewanie ziaren — pobudzanie słuchaczy do refleksji. Resztę zrobi Duch Święty.
Podczas koncertu w Gdańsku usłyszeliśmy utwór Curtisa Mayfielda „People Get Ready”. Czytałem, że sam Mayfield był raczej zafascynowany kulturą gospel i bardziej koncentrował się na problemach społecznych niż religijnych. Czy wiesz coś o jego chrześcijaństwie?
Niestety nie mogę wypowiadać się na temat Curtisa Mayfielda, ponieważ niewiele o nim wiem. Natomiast bardzo lubię tę część jego twórczości, którą miałem okazję poznać.
Inspirują mnie niektórzy chrześcijańscy raperzy — The Ambassador, Trip Lee, J Monty, Mouthpi3ce i inni. Są to artyści mocno zakorzenieni w wierze, a jednocześnie traktują swoją sztukę z najwyższą powagą. Są dla mnie odpowiednikiem chrześcijańskich muzyków jazzowych. Miałem ogromne błogosławieństwo grać w bardzo różnych stylistykach — zarówno w jazzie, jak i poza nim. Miałem przyjemność grać w zespołach Billa Frisella, a także z Andrew Hillem, Dave'em Douglasem, Tomem Harrellem, Reginą Carter i wieloma innymi artystami. Gdybym miał wskazać tylko trzy moje ulubione płyty, na których zagrałem, byłyby to:
„History, Mystery” – Bill Frisell,
„Song for Anyone” – Chris Potter,
„Dusk” – Andrew Hill.
Brałem jednak udział w wielu innych projektach, które również uważam za wyjątkowe. A jeśli miałbym wybrać jedną spośród własnych płyt, wskazałbym prawdopodobnie „The Hidden Light”.
Bardzo lubię „The Hidden Light” – emocjonalna płyta. Słyszałem, że kiedyś grałeś w zespołach rockowych i punkrockowych. Czy wróciłbyś do grania w takich zespołach? A może widziałbyś się w rocku progresywnym?
Lubię wszelkiego rodzaju muzykę, dlatego jestem otwarty na wszystko, dokąd poprowadzi mnie Pan. Choć jazz jest moją ulubioną muzyką, nie jestem jazzowym purystą.
Czy jakiś film, muzyka lub książka szczególnie cię ostatnio poruszyły? Jakie dwie książki zabrałbyś na bezludną wyspę?
Bardzo cenię książkę Erica Metaxasa o Dietrichu Bonhoefferze, choć nie zgadzam się z wieloma poglądami politycznymi Erica. Bardzo lubię również książkę Robina D. G. Kelleya o Theloniousie Monku. Zakładam oczywiście, że oprócz tych dwóch książek mógłbym zabrać ze sobą Biblię. Jeśli jednak Biblia miałaby być jedną z tych dwóch, wybrałbym książkę o Monku.
Jestem także wielkim fanem serialu The Chosen. Nie zgadzam się ze wszystkimi decyzjami artystycznymi jego twórców — szczególnie w czwartym sezonie — ale serial nigdy nie przestaje mnie inspirować. Każdy odcinek jest dla mnie jak małe kazanie. Choć nie jest to dosłowne przedstawienie Biblii, bardzo cenię to, co twórcy próbują osiągnąć. Niektóre odcinki są wyjątkowo poruszające.
Jakie są dziś twoje marzenia – duchowe, rodzinne i zawodowe?
Duchowe: Wzrastać w radości, świętości, hojności i wdzięczności.
Rodzinne: Stawać się coraz lepszym mężem i wzorem do naśladowania dla moich dorosłych dzieci. Kiedy odejdę do Pana, chciałbym, aby mogły spojrzeć wstecz i powiedzieć, że nie udawałem nikogo, lecz całym sercem żyłem dla Boga. Kiedy czytamy biblijne rodowody, widzimy, jak każde pokolenie wpływa na następne — albo ku dobru, albo ku złu. Chciałbym należeć do tego pokolenia, które pozostawi swoim potomkom dobre dziedzictwo.
Zawodowe: Mam kilka konkretnych celów artystycznych związanych z grą na klarnecie oraz z komponowaniem muzyki. Ogólnie chciałbym jednak przede wszystkim, aby moje życie i moja muzyka inspirowały ludzi do pójścia za Jezusem Chrystusem. Tak wielu jak tylko to możliwe.
***
Gregory John Tardy - Profesor saksofonu jazzowego na Kolegium Muzycznym Uniwersytetu Tennessee. Urodził się 3 lutego 1966 roku w Nowym Orleanie . Jego rodzice byli śpiewakami operowymi. Jego matka, Jo Anne Tardy, również nagrywała jako wokalistka jazzowa. Za namową starszego brata, Tardy w końcu posłuchał nagrania duetu Johna Coltrane'a i Theloniousa Monka grającego „Monk's Mood” i natychmiast postanowił zostać muzykiem jazzowym. Uczył się gry na klarnecie klasycznym w Carroll College i na Uniwersytecie Wisconsin.
Lista muzyków z którymi współpracował jest imponująca: Neville Brothers, Tom Harrell, Dave Douglas, Wynton Marsalis, Jay McShann, Steve Coleman, Betty Carter, James Moody, Bill Frisell, Rashied Ali, John Patitucci, Brian Blade, Avishai Cohen, Brad Mehldau, Joshua Redman, Dave Douglas, Andrew Hill, Joe Lovano, Mark Turner, Chris Potter, Dewey Redman, Ravi Coltrane.
„Potężne brzmienie, głęboko zakorzenione wyczucie bluesa i intelektualne, awangardowe brzmienia”. – New York Magazine
„Z każdym kolejnym wydawnictwem stawia kolejny krok naprzód, umacniając swoją pozycję jednego z najważniejszych saksofonistów swojego pokolenia.” - All About Jazz
„Dopóki nie opanujesz bluesa, wszystko inne, co zrobisz w jazzie, zabrzmi pusto. Gregory Tardy nie popełnił tego błędu”. – The Washington Post


















