1. Twoja książka zostanie wkrótce wydana w kolejnym kraju (USA, Niemcy, Holandia, a teraz Polska). Czy spodziewałeś się tego?
Nie, nie spodziewałem się. Ale jestem z tego powodu naprawdę ogromnie szczęśliwy. Jestem wam wszystkim za to bardzo wdzięczny. Mam nadzieję, że dzięki naszym wspólnym wysiłkom Pan dotrze do jeszcze większej liczby ludzi.
2. Jak książka została przyjęta w USA?
Wiesz, minęło już tyle czasu, że nie jestem pewien, czy wszystko dokładnie pamiętam. Byłem po prostu bardzo szczęśliwy, bo udało mi się ją ukończyć, a jednocześnie czułem, że działam zgodnie z wolą Pana. Od tamtej pory słyszałem wiele wspaniałych opinii na temat tej książki. Nawet kilka tygodni temu rozmawiałem z młodym człowiekiem w Ameryce, na którego wywarła ona ogromny wpływ. Nadal zadziwia mnie dobroć Boga.
3. Czy któraś z osób, o których wspominasz w książce, skontaktowała się z tobą po tych wszystkich latach? Na przykład facet z kozą, albo gość, który ukradł ci samochód? Może ludzie z klubu Navod albo muzycy, z którymi grałeś dawno temu?
Nie, nie rozmawiałem z facetem od kozy [śmiech]. Kto wie, czy jeszcze żyje? To było bardzo dawno temu! Złodziej samochodu? Nie... Ale nadal mam kontakt z muzykami, z którymi wtedy grałem. Właściwie dwa tygodnie temu rozmawiałem z perkusistą przez ponad godzinę
4. Czy miałeś okazję lepiej poznać kobietę, która powiedziała, że modli się za ciebie w kościele?
O tak. Była babcią moich bardzo dobrych przyjaciół. Dziś już nie żyje, ale poznałem ją naprawdę dobrze. Miała na imię Dolores i była naprawdę wspaniałą kobietą.
5. Od czasu do czasu organizujesz spotkania na Zoomie i rozmawiasz z fanami o Bogu. Co cię do tego skłoniło?
Coraz więcej osób poznaje Boga dzięki MorseFest, moim albumom i innym naszym inicjatywom. Mówię „naszym”, bo stoi za tym cały zespół ludzi. Joey i Amy Pippin bardzo zaangażowali się w tę społeczność i w rozmowy z ludźmi o Panu. Zaczęliśmy dostrzegać potrzebę takich spotkań. Ludzie mówili: „Coś się w nas otworzyło, czujemy się poruszeni. Czujemy, że Bóg działa w naszych sercach, ale potrzebujemy pomocy. Mamy pytania. Potrzebujemy wspólnoty”. Nie wiedząc, co innego zrobić, zaczęliśmy organizować spotkania na Zoomie, abyśmy mogli być razem, niezależnie od miejsca na świecie. To okazało się czymś naprawdę niesamowitym. Wspaniale jest budować wspólnotę, wspierać się nawzajem – właśnie o to w tym wszystkim chodzi.
6. W książce pisałeś o krwi Chrystusa: „Cała ta sprawa z krwią zawsze mnie przerażała”. Co dzisiaj o tym myślisz?
Tak. Na początku w ogóle tego nie rozumiałem. Dziś w pełni rozumiem, że krew symbolizuje oczyszczającą moc Jezusa działającą w naszym życiu. Teraz śpiewam o tym z całego serca.
7. Co oznacza dla ciebie „nowe narodzenie”?
To bardzo tajemnicze, prawda? Zastanawiam się nad tym tak samo, jak kiedyś zastanawiał się Nikodem. Jak to się może wydarzyć? To naprawdę coś cudownego, że człowiek może narodzić się na nowo z Ducha. Powinniśmy o tym rozmawiać zdecydowanie częściej, bo jest to niezwykle ważne, byśmy jako Jego dzieci nadal chodzili w Nim.
8. Zauważyłem, że średnia wieku na koncertach Neal Morse Band to 60+. No... może trochę mniej. :) Czy młodzi ludzie generalnie nie słuchają rocka progresywnego, czy może ta muzyka jest za trudna, zbyt ambitna?
Tak, nadal jest wielu starszych słuchaczy, ale pojawia się też coraz więcej młodych ludzi. Są osoby, które odkrywają muzykę o większej głębi i złożoności, i naprawdę ich to wciąga. Rozmawiam z wieloma młodymi ludźmi, którym pomagam się rozwijać. Przyjeżdżają również do Radiant School, aby uczyć się w moim studiu. To bardzo inspirujące. Ale prawdą jest też, że duża część publiczności jest starsza, ponieważ jest to muzyka, na której się wychowali. To całkowicie naturalne.
9. Napisałeś, że po nawróceniu straciłeś jedną trzecią fanów i prawdopodobnie czytałeś różne komentarze pod swoimi piosenkami na YouTube, w stylu: „Świetna muzyka, ale słowa mogliby zmienić. Czemu w tekstach zawsze pojawia się ten Jezus?”. Co o tym sądzisz?
Rozumiem, że nie każdy chce słuchać przesłania Chrystusa. Niektórzy mają poczucie, że to przesłanie mówi im, że nie mają racji. Być może po prostu nie są gotowi tego słuchać. To coś w stylu: „Kto ma uszy do słuchania, niech słucha”. Kiedy ludzie będą gotowi, usłyszą. Może nie teraz, może później, a wtedy dotknie to ich serc w zupełnie inny sposób. W dużej mierze zależy to od tego, na jakim etapie swojej drogi człowiek się znajduje. Szanuję to. Szanuję szczerość ludzi i lubię rozmawiać z nimi o tym, dlaczego mają takie odczucia. Przede wszystkim jednak cieszę się, że jest wystarczająco dużo osób, które chcą słuchać tego przesłania i kochają tę muzykę. Dzięki nim mogę nadal to robić.
10. Na płycie „One” współpracowałeś z jednym z moich ulubionych artystów, Philem Keaggy, a niedawno znowu graliście razem w projekcie Cosmic Cathedral. Na albumie „Testimony” współpracowałeś z Kerrym Livgrenem z Kansas. Czy chciałbyś powrócić do tej współpracy? Marzysz o graniu z kimś sławnym, na przykład z Alice Cooperem, Peterem Gee (Pendragon), albo może z jakimiś muzykami jazzowymi?
Bardzo chętnie znowu współpracowałbym z Kerrym. To byłoby świetne. Ale szczerze mówiąc, nie marzę specjalnie o współpracy z konkretnymi osobami. Staram się raczej pozwolić Panu działać po swojemu i obserwować, jak pewne rzeczy po prostu się dzieją. Tak było na przykład, gdy spotkałem Chestera Thompsona na koncercie Steve’a Hacketta. Gdy odjeżdżałem, poczułem w sercu, że Pan mówi mi: „Powinieneś coś z nim zrobić”. Wziąłem od niego adres mailowy, spotkaliśmy się i – skracając historię – w następnym roku nagraliśmy album „Deep Water” jako zespół Cosmic Cathedral. W taki właśnie sposób dochodzi u mnie do współpracy z innymi muzykami. Musi się to wydarzyć naturalnie. Jestem bardzo wdzięczny, że mam możliwość robić takie rzeczy.
11. Czy rozważasz napisanie kontynuacji książki „Testimony”?
Tak, rzeczywiście rozważałem napisanie kontynuacji, ale dotąd nie czułem, że to właściwy czas. Może jednak kiedyś taki moment nadejdzie. Mam jeszcze wiele do opowiedzenia, choć być może nie będą to historie tak dramatyczne jak te opisane w „Testimony”. To, co Bóg zrobił na początku mojej drogi wiary, jest nadal bardzo bliskie mojemu sercu i to o tym zazwyczaj opowiadam najwięcej, kiedy odwiedzam kościoły. To właśnie moje nawrócenie pozostaje dla mnie i dla innych najbardziej ekscytującą częścią tej historii.
12. Niedawno napisałeś musical o Bracie Andrzeju*. Dlaczego wybrałeś akurat tę postać? Co cię zainspirowało? Jak przyjęto musical w USA?
Chodziłem na studium biblijne prowadzone przez mojego syna, gdzie czytaliśmy książkę „Boży przemytnik”. To był rok 2021. Pewnego ranka obudziłem się bardzo zainspirowany – zarówno tą książką, jak i rozmowami, które prowadziliśmy z młodymi ludźmi podczas studium. Poczułem, że Bóg mówi mi: „Napisz to”. Nie byłem pewien, co dokładnie mam zrobić. Czym było „to”? Ale zacząłem pisać, po prostu otworzyłem książkę i zacząłem tworzyć piosenki. Z czasem powstał musical, który został bardzo dobrze przyjęty w Houston. Graliśmy go przez cały kwiecień i było to po prostu niesamowite. Po spektaklach podchodziło do mnie mnóstwo ludzi, których wcześniej nie znałem, i mówiło, że był to najlepszy musical, jaki kiedykolwiek widzieli. Praca nad nim trwała bardzo długo. Zacząłem go pisać w 2021 roku, a na scenę trafił dopiero w 2026 roku. Zajęło to nie tylko dużo czasu, ale też wymagało ogromnej pracy wielu osób, jednak zdecydowanie było warto. Mam nadzieję, że kiedyś wszyscy będziecie mogli go zobaczyć. Pracujemy obecnie nad albumem z piosenkami z tego musicalu, który powinien ukazać się jeszcze w tym roku.
13. Czego oczekujesz po europejskiej trasie „Darkness & Light”? O czym są piosenki z nowego albumu?
Spodziewam się, że trasa „Darkness & Light” będzie błogosławionym czasem. Myślę, że będzie to wspaniały czas i cieszę się, że mogę dzielić się muzyką z ludźmi. Wszyscy powinniśmy pamiętać, że nie zawsze będziemy mogli robić to, co możemy robić dzisiaj. Dlatego kiedy nadarza się okazja, żeby robić to, do czego zostaliśmy powołani, powinniśmy cieszyć się z tej możliwości i z tego, że Bóg otworzył nam te drzwi. Na płycie znajdują się utwory o bardzo różnorodnej tematyce. Jeden z nich, „Guilty Secret” („Ukryta wina”), opowiada o człowieku, który przez wiele, wiele lat skrywa pewną tajemnicę. Jest przerażony możliwością jej ujawnienia i modli się do Boga, by pozostała ukryta. W końcu jednak przychodzi Duch Święty, a piosenka kończy się słowami: „Puść to. Puść to”. Inny utwór, „Powder Keg” („Beczka prochu”), opowiada o ludziach, którzy przez lata gromadzą w sobie gniew i wrogość. Być może zostali skrzywdzeni, wykorzystani i stali się jak beczka prochu – gotowa wybuchnąć w każdej chwili. To naprawdę ciekawe. Nie wiem nawet dokładnie, skąd przyszły mi te pomysły. Po prostu budziłem się rano z pewnymi pomysłami i rozwijałem je w piosenki. Niektóre utwory są dość mroczne i dramatyczne. Dlatego album nosi tytuł „Darkness & Light” („Ciemność i Światło”) – są tam utwory mroczne, ale są też piosenki mówiące o świetle i lekkości życia. Podczas tej trasy zagram zapewne kilka tych mroczniejszych utworów i jeden z tych jaśniejszych, więc ciekawi mnie, jak zostaną przyjęte.
14. Jak lubisz spędzać wolny czas?
Uwielbiam spędzać czas z żoną i dziećmi, a teraz także z wnukami. Lubię chodzić z rodziną na plażę, jeździć na nartach, grać w pickleball, albo grać sobie na gitarze i odpoczywać. Nadal uwielbiam siadać przy fortepianie i po prostu grać. Lubię rozmawiać o Bogu, chodzić do kościoła i grać w zespole uwielbieniowym, którym obecnie kieruje mój syn. Kocham parki narodowe i ogółem naturę. Uwielbiam też spędzać czas z przyjaciółmi.
15. Jaki film, książka lub muzyka ostatnio cię zachwyciły?
Nie przychodzi mi do głowy żaden film, który by mnie naprawdę urzekł, ale jestem pewien, że parę ich było. Jeśli chodzi o książki, obecnie czytam trylogię „Century” („Stulecie”) autorstwa Kena Folletta. Jestem przy drugim tomie – „Winter of the World” („Zima świata”). To bardzo wciągająca lektura. Follett potrafi świetnie opowiadać historie. Bardzo podobała mi się również jego książka „The Pillars of the Earth” („Filary ziemi”) i gorąco ją polecam. Jeśli chodzi o muzykę, obecnie najbardziej pochłania mnie praca nad drugim albumem projektu Neal Morse and the Resonance, który będzie nosił tytuł „River of Light” („Rzeka Światła”). Równie mocno angażuje mnie praca nad albumem z musicalu o Bracie Andrzeju. Natomiast, szczerze mówiąc, ostatnio niezbyt wiele słucham muzyki innych wykonawców. Zdarza mi się słyszeć sporo utworów, które naprawdę mi się podobają, ale kiedy cały dzień pracuję nad muzyką, po prostu nie mam już ochoty jakoś mocniej wsłuchiwać się w kolejne nagrania. Tak na marginesie, jedną z moich ulubionych piosenek jest „Float On” zespołu The Floaters. Wszystkiego dobrego!







