sobota, 18 lipca 2026

Gregory Tardy - Ukryte Światło - wywiad

Pięć minut rozmowy ze znakomitym artystą stało się zarzewiem tego wywiadu. Chorwacko-amerykańska grupa ICX Jazz w kościele Baptystów w Gdańsku w maju tego roku. 7 osób na scenie. Wysoki poziom muzyczny, wartościowe przesłanie, pełna sala i owacje na stojąco. Wśród muzyków od razu dostrzegłem ‘ukryte światło’ jakim był Greg Tardy. Po koncercie, razem z Arturem Grybkiem podeszliśmy do saksofonisty i chwilę pogadaliśmy. O Coltranie, o chrześcijaństwie w jazzie, o ewolucji Blue Note’u, o śmierci. Potem Artur pomógł zdobyć kontakt i tak oto możemy poznać kontynuację tej rozmowy.


*




Greg, rozmawialiśmy o tym, że niedawno miałeś wypadek i gdybyś go nie przeżył, wiesz, gdzie byś się znalazł. Skąd bierze się ta pewność?

Tak, w zeszłym roku miałem poważny wypadek samochodowy. Inny pojazd zepchnął mnie z drogi, a mój samochód z ogromną prędkością stoczył się ze zbocza przez gęste zarośla. Do dziś zadziwia mnie, że nie uderzyłem w żadne drzewo i że wyszedłem z tego bez choćby jednego zadrapania. Nie był to jednak jedyny raz, kiedy moje życie wisiało na włosku. Przez lata znalazłem się w kilku bardzo niebezpiecznych sytuacjach, w których z łatwością mogłem zginąć albo zostać ciężko ranny — między innymi w innych wypadkach samochodowych oraz bardzo blisko miejsc, gdzie dochodziło do strzelanin. Patrząc dziś wstecz na te wydarzenia, wiem, że moje ocalenie nie było dziełem przypadku. Bóg jest suwerenny i głęboko wierzę, że pozostanę na tej ziemi dokładnie do chwili, którą On wyznaczy jako koniec mojego życia. Dlatego żyję w pokoju, jeśli chodzi o mój wieczny los. Ta pewność ma swoje źródło w przełomowym momencie z 1996 roku, kiedy oddałem swoje życie Jezusowi i przyjąłem tę prawdę, że Jego śmierć na krzyżu zapłaciła karę za moje grzechy, zapewniając mi wieczne miejsce przy Nim.

Powiedziałeś kiedyś: „Wielu ludzi uważa, że myślenie o tym, jak krótkie jest nasze życie, jest czymś ponurym, ale ja uważam, że jest to zdrowe”. Czy często myślisz i rozmawiasz o śmierci?

Szczerze mówiąc, teraz myślę o niej każdego dnia. Urodziłem się w 1966 roku, więc mam obecnie 60 lat. Kiedy myślę o wielkich muzykach, których studiowałem przez wiele lat, uświadamiam sobie, że przeżyłem już wielu z nich — takich jak John Coltrane, Gene Ammons, Sonny Stitt, Hank Mobley i wielu innych. Gdy skończę 65 lat, prawdopodobnie będę starszy od większości z nich w chwili ich śmierci. Oczywiście wielu z tych muzyków zmarło w szczególnych okolicznościach, które miały wpływ na długość ich życia. Mimo to skłania mnie to do refleksji.
Przypomina mi, że nie mam nieskończenie wiele czasu na zrealizowanie muzycznych, duchowych i osobistych celów jakie mam w życiu. Uświadamia mi również, że powinienem bardziej świadomie troszczyć się o moich bliskich, że nie warto pozostawiać nierozwiązanych konfliktów. To stanowi dla mnie wyzwanie, by być mentorem dla młodszych ludzi. A także przypomina, by trochę poważniej zadbać o własne zdrowie.

Opowiedz trochę o swoim nawróceniu i nowym narodzeniu.

Wiele osób potrafi wskazać jeden konkretny moment, który całkowicie odmienił ich życie i doprowadził do przyjęcia Pana. Moje świadectwo jest znacznie bardziej złożone, ale postaram się przedstawić je możliwie najprościej na potrzeby tego wywiadu. Zawsze wierzyłem w Boga i w pewnym sensie zawsze wierzyłem w Jezusa, choć moje rozumienie tego, kim On jest, oraz samej idei zbawienia było błędne. Wychowałem się w Kościele katolickim i przez wiele lat byłem ministrantem. Mój ojciec dbał o to, abyśmy co tydzień chodzili do kościoła, a mama bardzo często rozmawiała ze mną i z moim rodzeństwem o sprawach wiary. Jednak wiele rzeczy stopniowo oddaliło mnie od duchowej strony mojego wychowania. Głęboko zraniły mnie doświadczenia związane z rasizmem, które były codziennością dla czarnoskórych Amerykanów w latach 70. i 80. Od Boga odciągał mnie również grzech obecny w amerykańskiej kulturze popularnej oraz wiele innych czynników. Nosiłem w sobie wiele bólu, z którym nie potrafiłem sobie poradzić. Próbowałem uciec od niego poprzez osiągnięcia i sukcesy. Na studiach oddaliłem się od Kościoła i przez kilka lat prowadziłem dość szalone życie. Doprowadziło to do chaosu, życiowej dysfunkcji i depresji, które towarzyszyły mi przez długi czas. Ale właśnie tego chaosu Pan użył, aby przyprowadzić mnie do siebie.
Ktoś podarował mi Biblię i po raz pierwszy w życiu zacząłem ją naprawdę czytać. Byłem zdumiony, jak niewiele wiedziałem o Piśmie Świętym i o Bogu, mimo że przez całe życie uważałem się za chrześcijanina. W tym okresie zacząłem studiować wiele książek, próbując znaleźć wspólny mianownik wszystkich religii. Choć uważałem Jezusa za najważniejszą postać duchową, przez kilka lat wahałem się przed całkowitym oddaniem Mu swojego życia.
Po naszym ślubie w 1996 roku moja żona i ja postanowiliśmy wspólnie szukać Boga, ponieważ wiedzieliśmy, że to On nas ze sobą połączył. Zaczęliśmy odwiedzać kościoły różnych wyznań, poszukując prawdy. Spotykałem się również z pastorem w Nowym Jorku, który pomagał mi lepiej zrozumieć zarówno to, co czytałem, jak i samo Pismo Święte. Ostatecznie ten pastor poprowadził mnie w modlitwie do oddania życia Chrystusowi i od tamtej chwili idę za Jezusem. 
Niedługo później także moja żona oddała swoje życie Chrystusowi. Od tamtego czasu przeżywamy wspaniałą drogę, doświadczając przemieniającej mocy Boga — zarówno w naszym osobistym życiu, jak i w naszym małżeństwie. Minęło już trzydzieści lat mojego chodzenia z Panem i jest to niezwykła podróż.

Czy twoje dzieci przejęły od ciebie zamiłowanie do jazzu i wiarę?

Oboje naszych dzieci lubi jazz, obok muzyki, której słuchają na co dzień. Chociaż na razie żadne z nich nie jest w pełni aktywnym zawodowym muzykiem, oboje są świetnymi wokalistami i grają także na innych instrumentach. Jestem bardzo wdzięczny Bogu za to, że oboje podążają za Jezusem w tej skomplikowanej epoce w historii.

Rozmawialiśmy trochę o Coltranie. Nie pytam o to, gdzie znalazł się po śmierci — nie do nas należy wyrokowanie. Czy zauważyłeś, że nigdy nie dziękuje za zbawienie i nigdy nie wymienia imienia Jezusa. Dziękował Bogu za uwolnienie z nałogów, oddawał chwałę Bogu muzyką i w swoich psalmach, ale w tym wszystkim jego duchowość zdawała się być synkretyczna. Marzył o jednej wspólnej religii; powiedział kiedyś: „Myślę, że to, co wspólne, ostatecznie zjednoczy ludzi. Gdyby tylko było to możliwe — gdyby ktoś mógł raz na zawsze powiedzieć: »Zjednoczmy się«”. Co sądzisz o tej idei?

Jedność między ludźmi jest piękną ideą i sam bardzo za nią tęsknię — szczególnie w świetle podziałów rasowych w Ameryce. Jestem jednak przekonany, że próba osiągnięcia takiej jedności poprzez połączenie wszystkich religii świata jest ostatecznie niemożliwa. Jak wspomniałem wcześniej, przez wiele lat studiowałem różne religie, próbując znaleźć to, co je łączy. Odwiedziłem nawet świątynię hinduistyczną (Bhatia Temple), poszukując takiej jedności. W końcu porzuciłem ten pomysł, ponieważ stało się dla mnie jasne, że religii świata nie da się połączyć. Są one z natury wzajemnie wykluczające się i przeczą sobie w najważniejszych kwestiach wiary. Co najważniejsze, żadna religia poza chrześcijaństwem nie rozwiązuje problemu powszechnego grzechu człowieka i pojednania z doskonale świętym Bogiem. Można łatwo unikać myślenia o tej duchowej rzeczywistości, ale jest ona nieuniknioną prawdą, z którą każdy człowiek prędzej czy później będzie musiał się zmierzyć — czasem znacznie wcześniej, niż się spodziewa. W Ewangelii Jana 14,6 Jezus powiedział: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”. Dlaczego Jezus mógł powiedzieć coś takiego? Tylko On mógł wysunąć takie twierdzenie, ponieważ złożył samego siebie jako jedyną doskonałą ofiarę, płacąc na krzyżu karę za grzechy ludzkości. Dzięki Jego śmierci ludzie zostają usprawiedliwieni przed Bogiem i otrzymują dar życia wiecznego. Jest to droga do prawdziwego pojednania z Bogiem — droga, której nie można znaleźć w żadnym innym systemie wierzeń.

Często zdarza się, że otwarte wyznawanie Chrystusa prowadzi do utraty części fanów, a w konsekwencji także dochodów. Pojawia się więc pytanie: co jest ważniejsze — muzyka czy misja? Powiedziałeś kiedyś, że zawodowy sukces jest mniej ważny niż wierność Bogu. Czy mógłbyś to rozwinąć?

Utrzymanie się wyłącznie z grania jazzu jest dla większości muzyków bardzo trudne. Dlatego to, jak publiczność przyjmuje i docenia naszą muzykę, ma bezpośredni wpływ na możliwość wykonywania naszego zawodu. Jednak bycie wiernym Bożym przykazaniom jest o wiele ważniejsze. Każdy, kto decyduje się być chrześcijaninem w świecie sztuki, musi poruszać się w tej rzeczywistości z mądrością i pod kierownictwem Ducha Świętego. Często przypominam sobie słowa Jezusa z Ewangelii Marka 10,29–30: „Zaprawdę powiadam wam: nie ma nikogo, kto by opuścił dom albo braci, albo siostry, albo matkę, albo ojca, albo dzieci, albo pola z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej już teraz, w tym czasie — domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, pośród prześladowań — a w przyszłym wieku życia wiecznego”. Nigdy nie zdarzyło się, abym coś stracił dlatego, że poszedłem drogą, którą rozpoznałem jako wolę Bożą, a Bóg nie wynagrodziłby mi tego w jakiś sposób. Bóg jest wierny i dostrzega wszystko, co robimy. A przede wszystkim musimy zawsze pamiętać, komu służymy, i nigdy nie zapominać o ogromnej ofierze, jaką On poniósł za nas.

Czy zauważyłeś, że dziś wielu muzyków jazzowych związanych z Blue Note otwarcie wyznaje wiarę w Chrystusa, mimo że nie noszą już garniturów jak w latach 50., a papierosowy dym kojarzony z jazzem lat 50. i 60. odszedł w przeszłość?

Tak, zauważyłem to i bardzo mnie to inspiruje. Modlę się, aby pozostali wierni swojemu powołaniu. Potrzebują naszego wsparcia w modlitwie.

Na jakich saksofonach grasz najczęściej?

Od wielu lat gram na saksofonach firmy Selmer, przede wszystkim na modelu Radio Improved, choć czasami sięgam również po model Cigar Cutter. Te instrumenty mają dziś niemal sto lat. Są dość niewygodne w grze i zazwyczaj nie stroją idealnie, ale uwielbiam ich brzmienie.

Jak wspominasz grę z perkusistami Coltrane'a – Rashiedem Alim i Elvinem Jonesem? A jak grało ci się z moim ulubionym Brianem Bladem?

Elvin Jones - każdej nocy emanowała z jego zestawu perkusyjnego ogromna ściana dźwięku i energii. Utwory, które graliśmy, same w sobie były dość proste, ale nadążenie za jego energią było niezwykle trudne. Jego puls był niesamowicie mocny. Grał z ogromną kreatywnością i surowymi emocjami. To było jedno z najwspanialszych muzycznych doświadczeń w moim życiu. Jestem Bogu wdzięczny za możliwość grania z Elvinem.
Rashied Ali - dopiero gdy gra się zarówno z Rashiedem, jak i z Elvinem, można naprawdę dostrzec więź między nimi.
Obaj mieli w sobie podobny, głęboki muzyczny rdzeń — coś, czego nie odczułem u żadnego innego muzyka, z którym grałem. Być może wynikało to z ich wspólnego doświadczenia grania z Trane'em, a może była to cecha, która już wcześniej ich łączyła i właśnie dlatego Coltrane ich wybrał. Trudno powiedzieć. Miałem okazję spędzać z Rashiedem znacznie więcej czasu niż z Elvinem, dlatego usłyszałem od niego wiele historii. Połączyła nas serdeczna przyjaźń i bardzo mi go dziś brakuje.
Brian Blade - znam Briana od czasu, gdy miał osiemnaście lat, i już wtedy było widać, że jest kimś wyjątkowym. Od dawna nie mieliśmy okazji razem grać, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się wspólnie coś zrobić. To wspaniały człowiek i znakomity muzyk.

Przez pewien czas grałeś w Times Square Church, założonym przez Davida Wilkersona. Jakie były wasze relacje? Jaki wpływ wywarł na ciebie? Co najbardziej w nim cenisz?

Moja żona i ja uczęszczaliśmy do Times Square Church przez dziesięć lat, a przez cztery lata tam pracowałem. Zaczęliśmy chodzić do tego kościoła krótko po tym, jak oddałem swoje życie Jezusowi. Nie mieliśmy wtedy nikogo, kto prowadziłby nas duchowo jako młodych chrześcijan, dlatego kazania Davida Wilkersona odegrały kluczową rolę w naszym chrześcijańskim rozwoju. Był człowiekiem bezkompromisowym i przywiązywał ogromną wagę do świętości — większą niż wielu pastorów, których spotkałem. Jestem bardzo wdzięczny za wpływ, jaki wywarł na moje życie w tamtym okresie. Kiedy rozpocząłem pracę w kościele, był już na emeryturze i niestety nie był tak dostępny jak wcześniej. Choć bardzo chciałbym, aby nasza relacja była bliższa, w tamtym czasie nie było to już możliwe.

Czy uważasz, że wywierasz jakiś duchowy wpływ na niewierzących muzyków, z którymi grałeś?

Nie jestem chyba najlepszą osobą, by odpowiedzieć na to pytanie. Ale z całego serca mam nadzieję, że tak. Właśnie to stanowi sedno tego, co robię.

Jaki duchowy wpływ może wywierać muzyka jazzowa na słuchaczy, skoro jest przede wszystkim instrumentalna?

Oczywiście łatwiej jest przekazać przesłanie, gdy ma się wokalistę, rapera, poetę czy kogoś podobnego. Mam nadzieję, że jeśli Pan pozwoli, kiedyś uda mi się włączyć takie elementy do mojej muzyki. Na razie jednak muszą wystarczyć same tytuły utworów. Moim celem jest zasiewanie ziaren — pobudzanie słuchaczy do refleksji. Resztę zrobi Duch Święty.

Podczas koncertu w Gdańsku usłyszeliśmy utwór Curtisa Mayfielda „People Get Ready”. Czytałem, że sam Mayfield był raczej zafascynowany kulturą gospel i bardziej koncentrował się na problemach społecznych niż religijnych. Czy wiesz coś o jego chrześcijaństwie?

Niestety nie mogę wypowiadać się na temat Curtisa Mayfielda, ponieważ niewiele o nim wiem. Natomiast bardzo lubię tę część jego twórczości, którą miałem okazję poznać.

Wymień kilka wyjątkowych utworów, koncertów lub albumów, które są ci szczególnie bliskie i przy których pracowałeś.

Inspirują mnie niektórzy chrześcijańscy raperzy — The Ambassador, Trip Lee, J Monty, Mouthpi3ce i inni. Są to artyści mocno zakorzenieni w wierze, a jednocześnie traktują swoją sztukę z najwyższą powagą. Są dla mnie odpowiednikiem chrześcijańskich muzyków jazzowych. Miałem ogromne błogosławieństwo grać w bardzo różnych stylistykach — zarówno w jazzie, jak i poza nim. Miałem przyjemność grać w zespołach Billa Frisella, a także z Andrew Hillem, Dave'em Douglasem, Tomem Harrellem, Reginą Carter i wieloma innymi artystami. Gdybym miał wskazać tylko trzy moje ulubione płyty, na których zagrałem, byłyby to:
„History, Mystery” – Bill Frisell,
„Song for Anyone” – Chris Potter,
„Dusk” – Andrew Hill.
Brałem jednak udział w wielu innych projektach, które również uważam za wyjątkowe. A jeśli miałbym wybrać jedną spośród własnych płyt, wskazałbym prawdopodobnie „The Hidden Light”.

Bardzo lubię „The Hidden Light” – emocjonalna płyta. Słyszałem, że kiedyś grałeś w zespołach rockowych i punkrockowych. Czy wróciłbyś do grania w takich zespołach? A może widziałbyś się w rocku progresywnym?

Lubię wszelkiego rodzaju muzykę, dlatego jestem otwarty na wszystko, dokąd poprowadzi mnie Pan. Choć jazz jest moją ulubioną muzyką, nie jestem jazzowym purystą.

Czy jakiś film, muzyka lub książka szczególnie cię ostatnio poruszyły? Jakie dwie książki zabrałbyś na bezludną wyspę?

Bardzo cenię książkę Erica Metaxasa o Dietrichu Bonhoefferze, choć nie zgadzam się z wieloma poglądami politycznymi Erica. Bardzo lubię również książkę Robina D. G. Kelleya o Theloniousie Monku. Zakładam oczywiście, że oprócz tych dwóch książek mógłbym zabrać ze sobą Biblię. Jeśli jednak Biblia miałaby być jedną z tych dwóch, wybrałbym książkę o Monku.
Jestem także wielkim fanem serialu The Chosen. Nie zgadzam się ze wszystkimi decyzjami artystycznymi jego twórców — szczególnie w czwartym sezonie — ale serial nigdy nie przestaje mnie inspirować. Każdy odcinek jest dla mnie jak małe kazanie. Choć nie jest to dosłowne przedstawienie Biblii, bardzo cenię to, co twórcy próbują osiągnąć. Niektóre odcinki są wyjątkowo poruszające.

Jakie są dziś twoje marzenia – duchowe, rodzinne i zawodowe?

Duchowe: Wzrastać w radości, świętości, hojności i wdzięczności.
Rodzinne: Stawać się coraz lepszym mężem i wzorem do naśladowania dla moich dorosłych dzieci. Kiedy odejdę do Pana, chciałbym, aby mogły spojrzeć wstecz i powiedzieć, że nie udawałem nikogo, lecz całym sercem żyłem dla Boga. Kiedy czytamy biblijne rodowody, widzimy, jak każde pokolenie wpływa na następne — albo ku dobru, albo ku złu. Chciałbym należeć do tego pokolenia, które pozostawi swoim potomkom dobre dziedzictwo.
Zawodowe: Mam kilka konkretnych celów artystycznych związanych z grą na klarnecie oraz z komponowaniem muzyki. Ogólnie chciałbym jednak przede wszystkim, aby moje życie i moja muzyka inspirowały ludzi do pójścia za Jezusem Chrystusem. Tak wielu jak tylko to możliwe.

***

Gregory John Tardy - Profesor saksofonu jazzowego na Kolegium Muzycznym Uniwersytetu Tennessee. Urodził się 3 lutego 1966 roku w Nowym Orleanie . Jego rodzice byli śpiewakami operowymi. Jego matka, Jo Anne Tardy, również nagrywała jako wokalistka jazzowa. Za namową starszego brata, Tardy w końcu posłuchał nagrania duetu Johna Coltrane'a i Theloniousa Monka grającego „Monk's Mood” i natychmiast postanowił zostać muzykiem jazzowym. Uczył się gry na klarnecie klasycznym w Carroll College i na Uniwersytecie Wisconsin.

Lista muzyków z którymi współpracował jest imponująca: Neville Brothers, Tom Harrell, Dave Douglas, Wynton Marsalis, Jay McShann, Steve Coleman, Betty Carter, James Moody, Bill Frisell, Rashied Ali, John Patitucci, Brian Blade, Avishai Cohen, Brad Mehldau, Joshua Redman, Dave Douglas, Andrew Hill, Joe Lovano, Mark Turner, Chris Potter, Dewey Redman, Ravi Coltrane.

Potężne brzmienie, głęboko zakorzenione wyczucie bluesa i intelektualne, awangardowe brzmienia”. – New York Magazine

Z każdym kolejnym wydawnictwem stawia kolejny krok naprzód, umacniając swoją pozycję jednego z najważniejszych saksofonistów swojego pokolenia.” - All About Jazz

Dopóki nie opanujesz bluesa, wszystko inne, co zrobisz w jazzie, zabrzmi pusto. Gregory Tardy nie popełnił tego błędu”. – The Washington Post








Gregory Tardy - Hidden Light - interwiev

A five-minute conversation with a distinguished artist sparked this interview. The Croatian-American group ICX Jazz performed at the Baptist Church in Gdańsk in May of this year. Seven people on stage. High musical quality, a valuable message, a full house, and a standing ovation. Among the musicians, I immediately noticed the "hidden light" that was Greg Tardy. After the concert, Artur Grybek and I approached the saxophonist and chatted for a while. About Coltrane, Christianity in jazz, the evolution of Blue Note. Then Artur helped us establish contact, and so we can now learn the continuation of this conversation.


Greg, we talked about that you recently had an accident and if you hadn't survived it, you know where you would have been. Where does this certainty come from?

Yes, I had a severe car accident last year where another vehicle ran me off the road, sending my car racing down a hill through a thicket. It still amazes me that I didn't hit a tree, and that walked away from this without a single scratch. That wasn't the only time my life was on the line, though. Over the years, I have found myself in several highly dangerous situations where I easily could have been killed or severely injured—including other car crashes and being dangerously close to active shooting incidents. Looking back on these moments, I know my survival wasn't luck. God is sovereign, and I firmly believe I will remain in this life until the exact moment He decides my time on earth is done. Because of this, I live with peace concerning my eternal destiny. My certainty comes from a defining moment in 1996, when I dedicated my life to Jesus and accepted that His death on the cross paid the penalty for my sins, securing my eternal place with Him."

You once said: „Many feel that it is morbid to think about how short our lives are, but I actually feel it is health”. Do you often think and talk about death?

Quite frankly, I think about it every day now. I was born in 1966, and so now I am 60 years old. When I think about some of the master musicians that I have studied for many years, I have outlived so many of them – musicians like John Coltrane, Gene Ammons, Sonny Stitt, Hank Mobley, many others. By the time I reach 65, I will have outlived most of the others. Granted, there were extenuating circumstances that led to the death of many of these men. But it still makes me pause to think. And it reminds me that I don't have forever to finish the musical, spiritual and personal goals I have in this life. It also reminds me to be more intentional with my loved ones. It reminds me to not leave disputes unresolved. It challenges me to be a mentor to younger people. And that reminds me to be a little more serious about my health.

Could you share something about your conversion and new birth?

Many people talk about a defining moment that changed them and led them to accept the Lord. My testimony is a lot more complex and complicated-but I will simplify it the best I can for this interview. I have always believed in God, and always believed conceptually in Jesus; although I had a flawed understanding of who he was and the concept of salvation in general. I was raised Catholic and was an altar boy for many years. My dad made sure that we went to church every week, and my mother would talk to my siblings and I about issues of faith all the time. But there are many things that led me away from the spiritual side of my upbringing. I was deeply scarred by racial situations that were just a common part of being black in the 1970s and 80s. I was also led away by sin in American pop culture, and other things. I had a lot of pain in my life I was trying to work out and I tried to escape that pain through achievement. When I was in college, I drifted from church and lived a fairly wild life for a couple years. This led to a lot of chaos, dysfunction and depression in my life for years. But the Lord used this chaos in my life to bring me to him. Someone gave me a Bible, and for the first time in my life I started reading it. I was amazed at all I didn’t know about scripture and God, although I had considered myself to be a Christian my whole life. At this stage of my life, I started studying many books trying to find a common link between all religions, so although I considered Jesus to be the most important spiritual figure, I hesitated dedicating my life to him for a couple years. After I was married in 1996, my wife and I decided to seek God together, because we knew that he had brought us together. We started attending churches of all different denominations, seeking truth. I started getting together with a pastor in New York City, who explained some of the things I have been reading and scripture more thoroughly. Ultimately, this pastor lead me in a prayer, and I have been walking with Jesus ever since. Shortly after, my wife also dedicated her life to Christ, and it has been a wonderful journey for us experiencing God’s transforming power, both for us individually and as a couple. It has been 30 years walking with the Lord, and it has been an amazing journey.

Have your children inherited your love for jazz and your faith?

Our children both enjoy jazz alongside the other music they listen to. Although neither are completely active professional musicians at this point, they are both wonderful singers and play other instruments as well. I am thankful that they both follow Jesus in this complex era of history.

We talked a little about Coltrane. I'm not looking for answers about where he ended up after death; it's not for us to judge, but have you noticed that he never gives thanks for salvation and never mentions the name of Jesus? He thanked God for his deliverance from addictions, and he gave praise to God through music and in his psalms, but in all of this his spirituality seemed syncretic. His aspiration was a common religion; he used to say: „I think that common things will eventually unite people. If only it were possible—if only someone could say once and for all: 'Let's unite'”. What do you think of this idea?

Unity between people is a beautiful idea, and I long for this myself; particularly in light of racial divisions in America. But I am convinced that attempting to achieve this unity by blending the world’s religions is ultimately impossible. As I stated earlier, I spent years studying other religions trying to find commonality between the faiths. I even visited a Bhatia temple once, searching for this unity. I gave up on the idea, for it became clear to me that world religions cannot be merged because they are fundamentally exclusive and contradict one another on core beliefs. And most importantly, no other religion outside of Christianity deals with the problem of universal sin and reconciliation to a perfectly holy God. While it is easy to avoid thinking about this spiritual reality, it is an unavoidable truth that every person will eventually face, sometimes much sooner than expected. In John 14:6 Jesus stated, “I am the way, and the truth, and the life. No one comes to the Father except through me.” But how can Jesus say this? He alone could make this claim because He offered Himself as the sole perfect sacrifice, paying the penalty on the cross for human sins. Through His death, people are made blameless before God and granted the gift of eternal life - a path to true reconciliation that cannot be found in any other belief system.

It often happens that a clear declaration of Christ leads to a loss of fans, and consequently, also income... The question arises: what is more important: music or mission? You once said that professional success is less important than faithfulness to God. Can you elaborate on that thought?

Making a good living strictly as a jazz performer is difficult for most people. Because of this, how much the public accepts and appreciates our music directly affects our ability to do what we do. But being faithful to God's directive is much more important. If anyone chooses to be a Christian in the arts world, he or she must navigate all this with wisdom, and guidance from the Holy Spirit. I am often reminded of Mark 10:29-30: where Jesus said , "Truly I say to you, there is no one who has left house or brothers or sisters or mother or father or children or farms , for My sake and for the gospel's sake , but that he will receive a hundred times as much now in the present age , houses and brothers and sisters and mothers and children and farms , along with persecutions ; and in the age to come , eternal life ..." There has never been a time where I have lost something as a result of following where they proceed, as God's will, that God hasn't made it up to me in some way. God is faithful, and he notices everything we do. Lastly, we have to always remember who we are serving, and to remember the colossal sacrifice he made for us.

Have you noticed that many Blue Note jazz musicians today profess their faith in Christ, even though they don't wear suits like they did in the 1950s (and the cigarette smoke associated with jazz in the 1950s and 1960s is gone)?

Yes, I have noticed, and it inspires me. I hope that they remain faithful to their calling. They need to be kept in prayer.

Which saxophones do you play most often?

I have played Selmer saxophones for a long time now-specifically the Radio Improved model, although sometimes I will play a Cigar Cutter. These horns are almost 100 years old. They are cumbersome to play and are generally out of tune, but I like their sound quality.

How do you remember playing with drummers…. What was it like playing with Coltrane's drummers: Rashied Ali, Elvin Jones? And how was it playing with my favorite, Brian Blade?

Elvin-it was a big wall of sound and power emanating from his set every night. The songs we played were very easy, but keeping up with his energy was extremely difficult. And his beat was so strong. He played with so much creativity and raw emotion. It was one of the best musical experiences of my life, playing with Elvin, and I think God for the opportunity.

Rashied-it's much easier to see the connection between Rashied and Elvin, when you play with both of them. There is a similar core vibe that they both possessed that I haven't felt with anyone else I've played with. Perhaps this comes from their common experience of playing with Trane, or it was something that they both possessed that Trane was attracted to. It's hard really to know. I got to hang with Rashied a lot more, then with Alvin, and so I heard more stories from Rashied. We had a nice friendship, and I miss him.

Brian Blade-I've known him since he was 18, and he always was special. I haven't played with him in a long time, but I hope we get to do something again one of these days. Great guy, and great musician.

You played for a while at the Time Square Church founded by David Wilkerson. What was your relationship with him? What kind of influence did he have on you? What do you value about him?

My wife and I attended Times Square Church for 10 years, and I worked there for four years. We started going there shortly after I gave my life to Jesus, and since we didn't have anyone discipling us; we considered David Wilkerson's messages to be crucial in our development as young christians. He was uncompromising and valued holiness at a level that many pastors lack. I am thankful for his influence in that era of my life. By the time I started working at the church, he had retired, and unfortunately, was not as accessible as he had been at one time; so although I wish I would've had a stronger relationship with him, it was impossible at this point.

Do you think you have any spiritual influence on the non-religious musicians you've played with?

I am not really equipped to answer this question, but I certainly hope I have. That is at the core of what I do.

What spiritual influence can jazz music have on listeners, since it's primarily instrumental?

Obviously, it is easier if you have a singer, or rapper/poet/etc. And I hope to include these in my music at some point if the Lord permits. But for now, the song titles have to do. My aim is to plant seeds for my listeners to think about. The Holy Spirit will do the rest.

At the concert in Gdańsk, we heard Curtis Mayfield's song "People Get Ready." I read that he himself was only fascinated by gospel culture and was more focused on social issues than religious. Do you know anything about Curtis's Christianity?

I can't speak for Curtis Mayfield, as I don't know much about him unfortunately. But I do enjoy his music that I have heard.

List a few exceptional pieces, concerts, or albums that are particularly close to you and that you have worked on.

I get inspired by certain Christian rappers – The Ambassador, Trip Lee, J Monty, Mouthpi3ce, others. These artists are very solid in their faith, and hold their art on a high-level. They are just like Christian jazz musicians. I have had the blessing of playing in a lot of diverse styles, inside and outside of Jazz. I have enjoyed playing in Bill Frisell's bands, with Andrew Hill, with Dave Douglas, Tom harrell, Regina Carter, and so many others. If I had to only pick three of my favorite records I've played on, I would say, History Mystery by Bill Frisell, Song For Anyone by Chris Potter, and Dusk by Andrew Hill; but I have been on many other projects I considered to be special. If I had to pick one of my own, I would say, probably "The Hidden Light".

I really like "The Hidden Light" – an emotional album. I heard you used to play in rock and punk rock bands. Would you go back to playing in such bands? Or maybe you could see yourself in progressive rock?

I like all sorts of music, so I am open to wherever the Lord leads me. Although I prefer jazz, I am not a jazz purist.

Has any film, music, or book recently captivated you? What two books would you take with you to a desert island?

I love Eric Metaxas's book on Dietrich Bon Hoffer (although I don't agree politically with many of Eric's views). I also like Robin DG Kelly's Book on Thelonious Monk. I am assuming that I can take the Bible along with those two books. But if the Bible is one of those two books, then I think I would have to go with the Monk book. I am also a big fan of The Chosen-I don't agree with every artistic decision they have made… particularly in season four. But they never fail to inspire me. Every episode is like a mini sermon. Although it is not a word for word paraphrase of the Bible, I really appreciate what they are trying to do. Some episodes are especially powerful.

What are your dreams: spiritual, familial, or professional?

Spiritual-to grow in joy, holiness, generosity and thankfulness.

Familial-to grow as a husband, and as a role model to my adult kids. When I go to be with the Lord, I want them to be able to look back and see me as a person who wasn't pretending, but did live wholeheartedly for the Lord. When we look to the genealogies in scripture, we see how each generation affects the next; either for good or for bad. I would like to be a generation that affects my descendants for good.

Professional-I have some specific artistic goals that I am pursuing for the clarinet and for music composition. Also, in general I would like it if my music and life will inspire people to pursue Jesus Christ. As many people as possible.